Dlaczego rozwód boli

Myślę, że gdybyś zapytał kobietę, dlaczego rozwód tak bardzo boli, prawdopodobnie zapytałaby cię w zamian: „Um, ile masz czasu?”. Ale istnieje również szansa, że mogłaby się od ciebie odepchnąć – chyba że jesteś jej bliskim przyjacielem lub członkiem rodziny i masz w pobliżu dużą wannę lodów – ze względu na to, jak intymna jest ta odpowiedź.

Rozwód uderza w sedno tego, kim jesteśmy, w najbardziej osobisty sposób. Przygotowany czy nie, czy jesteśmy inicjatorami czy nie, wyrywa spod nas dywan, spod naszego poczucia możliwości, naszych nadziei, naszych marzeń o nas samych, naszych dzieciach i naszym związku, naszego własnego potencjału i potencjału naszego małżeństwa.

Rozwód odbiera nam naszą tożsamość. Zrzuca nas z krawędzi tego, co znamy, i przez jakiś czas mamy wrażenie, że będziemy spadać, coraz bardziej zagubieni. Rozwód zmienia rzeczywistość na wszystkie publiczne i praktyczne sposoby, oczywiście. Ale te rzeczy są bardziej namacalne; można je zdefiniować lub przynajmniej zobaczyć ich ogólny kształt. Więcej z tych rzeczy możemy umieścić na liście rzeczy do zrobienia.

To właśnie w utracie tego, co niewidzialne – ducha związku – wkrada się zwątpienie w siebie, beznadzieja i surrealistyczne wyobcowanie z tego, kim myśleliśmy, że jesteśmy, i oślepia nas na jakiś czas.

Jakby ta mgła nie była wystarczająco trudna do pokonania, kryją się w niej również wszystkie małe rzeczy, które były wyjątkowe dla was dwojga. Jeśli powiedzenie „diabeł tkwi w szczegółach” ma znaczenie w jakimkolwiek wydarzeniu życiowym, to właśnie w rozwodzie. Te małe codzienne chwile łaski, które były boskością związku – komfortem i błogością – stają się szybkimi, diabelnie ostrymi wspomnieniami, które tak szybko wydostają się z gołębich dziur, w których je umieściliśmy. Przylatują do nas niespodziewanie, kiedy myślimy, że wszystko jest w porządku, i wdzierają się do środka, stając się grudą w gardle.

Kiedy zmywasz naczynia przy zlewie, nagle czujesz ciężar jego* rąk na swoich biodrach, kiedy podchodzi i staje za tobą, a twoja głowa odchyla się do tyłu, by oprzeć się na klatce piersiowej, której tam nie ma. Wieszasz płaszcz, a z zimnego zapachu tkaniny wyłania się wspomnienie, że przyszedł po przycięciu drzew na podwórku, rozrzucając ściółkę i zostawiając wszędzie stosy gałęzi, ale jest zachwycony, że cię widzi. Otwierasz ramiona na uścisk, który nie nadchodzi. Schylasz się, by pogłaskać kota i powiedzieć coś do niego z jego fleksją, a to cię zrównuje z ziemią i zostawia na podłodze, podczas gdy ona liże twoje łzy. Wszystko, co możesz zrobić, to zwinąć się w kłębek, gdy słyszysz go w swoim umyśle, dyskutującego o stanie jej brzuszka.

Może budzisz się z koszmaru i jedyne, czego pragniesz, to jego głos pod twoim policzkiem, mówiący ci, że to tylko sen. Ale wszystko, co tam jest, to wilgotna pościel, za dużo ciszy, za mało powietrza i boląca samotność, której nie miałaś na myśli, kiedy mówiłaś, że potrzebujesz „czasu dla siebie”.

I to jest naprawdę to. Kiedy jesteśmy ze sobą szczerzy, wiemy, dlaczego rozwód boli: to utrata naprawdę wspaniałego marzenia, które miałeś, nie tylko o własnym potencjale, ale o potencjale twojego związku, o możliwości radości i nadziei. Mamy to wspólne, ale intymność tego jest szczególna dla każdego z nas. Jeśli to czytasz, to prawdopodobnie nadal żyjesz w swoim bólu i czujesz się wrażliwy, ale jest to przecież wspólne doświadczenie. Po to tu jesteśmy – żebyśmy wiedzieli, że nie jesteśmy sami.

„Czasami delegalizujemy nasz własny smutek, nie nadając wartości naszym uczuciom; postrzegając łzy jako intruzów, przed którymi trzeba się bronić. Ale żal nie ma rozkładu jazdy i nie zawsze przebiega zgodnie z planem. Czasami nawet opuszcza stację, tylko po to, by zawrócić i znów zaparkować. I zostaje” – pisze Jonathan Trotter, współpracownik Instytutu Gottmana.

„…Więc proszę, pozwólcie na smutek, w waszym własnym sercu i w sercach innych. Nie wysyłaj go do podziemia. Jeśli nie czujesz się komfortowo w obliczu żalu innych ludzi, być może zechcesz zajrzeć głęboko, głęboko w głąb własnej duszy i sprawdzić, czy nie ma tam jakiegoś dawno wyjętego spod prawa, dawno zakopanego żalu. Jeśli go znajdziesz, zacznij delikatnie go dostrzegać, dawać mu upust, czuć go”.

Jeśli mam być szczera, to mimo że uwolniłam się i pozwoliłam odejść mojemu byłemu, przez jakiś czas żarzył się maleńki płomyczek nadziei, że będziemy mieli jeszcze jedną szansę – że będę miała szansę zrobić wszystko inaczej. Ten płomyk wciąż tam był z powodu żalu.

Istnieje milion powodów, dla których można żałować. Można żałować, że zniknęło się z „my”, aby uniknąć „ja”. Może być żal za to, że nie byliśmy nigdzie blisko naszych najlepszych „ja” przez sporą część związku; za to, że zbyt często byliśmy smutni, źli lub pozbawieni nadziei w okresach naszej wspólnoty i pozwalaliśmy mu to wszystko zbyt często nosić. Niektórzy z nas popełniają błąd, czyniąc z naszego partnerstwa główne źródło naszego poczucia spełnienia i dumy, pozwalając sobie na kurczenie się w nim i tkwienie w nim.

Czasami pozwalamy, by strach powstrzymał nas przed znalezieniem odwagi i sięgnięciem po coś znaczącego, co jest tylko nasze. Nie zdając sobie sprawy, że to robię, owinęłam więcej niż odrobinę swojej tożsamości wokół mojego Ex; zostałam wybrana przez dobrego człowieka i na wpół świadomie uczyniłam z tego mój płaszcz.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *